<<7>>
 

Ktoś dzwoni. Obcy jakiś. Swój chwyta od razu za klamkę. Może nie otwierać? Swój to może sobie byle po co przychodzić, ale jak obcy przyłazi to zawsze czego konkretnego chce. Na swojego za wcześnie jest zresztą. Swój zawsze po pracy przyjdzie albo z łóżka zerwie rano. Ale ten to tak dzwoni że strach. Ttrzeba otworzyć. Jeszcze chwila a sam odkryje sekret. Wystarczy że naciśnie klamkę, drzwi zamkniete są tylko na telepatię. Otwarłem. Wolę to niż osiwieć jak kapitan niemieckiej łodzi podwodnej. W drzwiach ukazały się kwiaty. Pomiędzy kwiatami Gruba Stacha z mężem, by podkreślić jednomyślność również Staszkiem. Zręcznie wślizgnęli się do mieszkania. Podczas gdy Stachu swoimi krawieckimi dłońmi czynił porządek na stole grubaśna Stacha sapiąc uklękła do modlitwy. Stach zbudował ołtarz. Po bokach lilie, przed nimi znicze a po środku zalaminowany zbawiciel A-0. Musiałem wyjść do kuchni. Widok matki klęczacej pomiędzy Stachami, rozpaczliwie szukającej wzrokiem pomocy, płonące znicze i powaga która tak gwałtownie zagościła u nas w domu to ponad moje siły. Bałem się że zareaguję histerycznym śmiechem. Staliśmy sie niewolnikami obrazu wędrownego. Stacha zapowiedziała że będzie odwiedzać nas codziennie i nowe znicze donośic oraz sprawdzac kwiaty, by matka sie nie kłopotała. W zamian musi napisać tylko modlitwę w ksiedze pamiątkowej. Ba! Nawet 10złotych do koperty za matkę włożyła. Ten obraz obraz swoja wędrówką po parafii, kolejnościa wpisów w księdze pamiatkowej napisał osobną historię. Nie tyle moze sympatii czy przyzwoitości sąsiedzkiej, co paniki komu go wtrynić, z kim jeszcze się gada. Do nas przywedrował z sąsiedniej kamienicy