Stara Hemperkowa wiesza pościel
na strychu. Jest środek lata. Dach pokryty jest papą więc na poddaszu jest
jak w szabaśniku. Zaduch gołębi miesza się z oparami z przewodów wentylacyjnych.
Tymi samymi rurami tłoczone są rozmowy kuchenne i inne odgłosy z wnętrza
kamienicy. Stara Hemperkowa schyla się do do plastikowej miednicy by zaczerpnąć
spinaczy i po kolejne prześcieradło. Miednica jest już do połowy pusta,
prześcieradła tworzą korytarze wzdłuż sznurków. Naokoło słychać strzępy słów urywki zdań wielu ludzi na raz. Starej Hemperkowej kręci się w głowie. jest za gorąco ale musi powieśić pranie bo kto inny weźmie klucz. Schyla sie znów do miednicy i prostuje z wysiłkiem. Z ust wyrywa sie dziki wrzask. Tak krzyczy się tylko raz w życiu.gdy przychodzi śmierć. Z za prześcieradła powolutku chichocząc wyłania się czaszka. Hemperkowa zbiega po schodach szybciej niż jej kończyny a czaszka patrzy na zerwane sznurki i mokrą pranie walające się w kurzu i ptasich eksrementach. Hemperkowa bierze krople na serce i zapala świeczkę przy portecie małżonka nieboszczyka.Dopiero sąsiedzi wypełniający powoli pokój zamieniają przerażenie w lęk. Zeszli się wszyscy zaalarmowani krzykiem i hałasem na schodach. Ostatni wchodzi mój wujek z czaszka na kiju od miotły. Czaszka też głowa jeszcze jeden członek ciekawskiego tłumu. Wszyscy się śmieją a stara Hemperkowa do końca życia nie odezwie się do mojego wuja. Nigdy też nie zaczai się również na niego pod piwnicą by wystraszyć go gdy zbiega z trzeciego piętra. Jej noga na strychu więcej nie postanie. Wuj tyle razy jej powtarzał niech pani uważa Hemperkowo, bo pewnego dnia to ja tak pania wystraszę... Był rok 1965 |