<<8>>
 
Remont kamienicy same błogosławieństwa ze sobą przyniósł już od samego poczatku. Gdy wyładowano deski na rusztowanie, okazało sie że w tej stercie można było fajna bazę umościć z tajnym wejściem. Tylko gwoździe wystające trochę przeszkadzały. Z ekipą budowlańców zaprzyjaźniłem sie od pierwszego dnia. Pozwalali mi stać koło betoniarki i włączać ją i wyłączać. Strasznie się ucieszyłem gdy na trzeci dzień przyszedłwszy na dobranockę do sąsiadki, zastałem u niej remonciarzy. Szkoda tylko że przez tą flaszkę cieszyłem się mniejszym zainteresowaniem niż sąsiadka. A potem to wogóle kazali iść do domu. Ale nazajutrz rewela, nawet piasek łopatą pozwolili ładować do betoniary. Tak mijały dni, aż pewnego razu, matka dala mi pieniądze jako dodatek motywacyjny dla tych robotników żebyścianki działowe wybudowali porządnie w piwnicy., Elegancko. A nie jak łachudrom. Pińcet mi dała. Idź mówi, daj im na flaszkę. Od razu po szkole poszedłem do piwnicy,ale okazało się że wszyscy leżeli nieprzytomni. Do okoła pełno było butelek po jabłcokach. Podszedłem do jednego z nich, tego który mi najbardziej Robin Hooda przypominał i dałem mu rulon. Jako jedyny się ruszał. Uciekłem. Nie dość że kiepsko ścianki pobudowali to jeszcze kilof i dwie łopaty dziobnęli. Że o węglu nie wspomnę. AAAA i wylewki też nie zrobili. ...Chuje!S