Remont kamienicy
same błogosławieństwa ze sobą przyniósł już od samego poczatku. Gdy wyładowano
deski na rusztowanie, okazało sie że w tej stercie można było fajna bazę
umościć z tajnym wejściem. Tylko gwoździe wystające trochę przeszkadzały.
Z ekipą budowlańców zaprzyjaźniłem sie od pierwszego dnia. Pozwalali mi
stać koło betoniarki i włączać ją i wyłączać. Strasznie się ucieszyłem gdy
na trzeci dzień przyszedłwszy na dobranockę do sąsiadki, zastałem u niej
remonciarzy. Szkoda tylko że przez tą flaszkę cieszyłem się mniejszym zainteresowaniem
niż sąsiadka. A potem to wogóle kazali iść do domu. Ale nazajutrz rewela,
nawet piasek łopatą pozwolili ładować do betoniary. Tak mijały dni, aż pewnego
razu, matka dala mi pieniądze jako dodatek motywacyjny dla tych robotników
żebyścianki działowe wybudowali porządnie w piwnicy., Elegancko. A nie jak
łachudrom. Pińcet mi dała. Idź mówi, daj im na flaszkę. Od razu po szkole
poszedłem do piwnicy,ale okazało się że wszyscy leżeli nieprzytomni. Do
okoła pełno było butelek po jabłcokach. Podszedłem do jednego z nich, tego
który mi najbardziej Robin Hooda przypominał i dałem mu rulon. Jako jedyny
się ruszał. Uciekłem. Nie dość że kiepsko ścianki pobudowali to jeszcze
kilof i dwie łopaty dziobnęli. Że o węglu nie wspomnę. AAAA i wylewki też
nie zrobili. ...Chuje!S |