Godzilla
 

           Postanowiłem niedawno, że nadrobię zaległości z dzieciństwa i obejrzę te filmy, których zobaczyć na  bieżąco  wtedy  nie  mogłem z racji  nie  posiadania  urządzenia,  które odtwarzało kasety VHS oraz iż mój telewizor statystycznie nie działał,.. Tak więc na pierwszy rzut poszło "Milczenie Owiec", ,Skazani Na Shawshank" i "Kochanie Zmniejszyłem Nasze Dzieciaki". Uzależniłem się bardzo szybko od tego doznania jakie przeżywam za każdym razem gdyśledzę akcję filmu a z drugiej niby przeżywam deja vu, wiedząc co za chwile się wydarzy. Mam tak dlatego, ...no właśnie. Pamiętam jak na koloniach lub zimowiskach . do późnych godzin nocnych, łamiąc mimo strachu przed konsekwencjami święte prawo ciszy nocnej rozmawialiśmy po ciemku o obejrzanych filmach. Tzn. ja z reguły tylko słuchałem. Po pewnym czasie jednak tak sobie przyswoiłem te opowiadania, że z powodzeniem udawałem posiadacza magnetowidu. Nikt nie zliczy przysiadów, które zrobić musiałem za Schwarzeneggera w "Jak To Się Robi W Chicago" albo "Superpotwora". Przez te wszystkie lata zdążyłem zapomnieć o tamtych filmach, żyjąc nieświadomie w poczuciu wyrzutu sumienia za owe kłamczusznictwo , zapomnianej ciekawości, jak to naprawdę było. Czasami sprawdzam też jak trzymają się te pozycje które oglądałem przez okno u Rafusa trzymając się pazurkami parapetu, stojąc na gzymsie, a które nie pozwalały potem spać.
         Pewności że podązam we właściwym kierunku, nabrałem podczas oglądania filmu "Zawodowiec" (Le Professionnel) z Belmondem, gdy Belmondo Fiatem, chyba 132 albo Mirafiorką ścigał i trykał łobuzów w Peugeocie 504. Gdy zobaczyłem tego umęczonego fiata pod wieżą Eiffla, cudownie naturalnie zjeżdżającego po schodach, pomyślałem: mmmmmm... To jest to..... Krzywię się od tej pory gdy widzę współczesne sceny z samochodami przypominające wystudiowane reklamy i uciekam myślami od razu do pościgów w "07 Zgłoś Się!." W taki sposób trafiłem na trop starego klimatu gdzie Batman  wali z piąchy jak Feliks Stamm, Clint Eastwood kolejnych westernach ubiera poncho tył do przodu a Godzilla rzuca cień od pożarów w Tokio nie na chmury lecz na scianę w studiu. Tjaaa....Godzilla. To był mój pierwszy w kinie. Chyba ze trzy albo cztery lata mogłem mieć. Niestety treść była zbyt przerażająca dla mnie wiec pamiętam tylko swój krzyk i radę matki żebym trzymał dłonie na oczach i patrzył przez palce żeby się szybko schować gdy pojawi się jakiś potwór. Najgorsze jest teraz to że kompletnie nic nie pamiętam. Bo sceny które mam przed oczami pochodzą raczej z migawek jakie widziałem później w tv u kuzyna , który zawsze mi przypominał ze na tym filmie byłem w kinie. A w ogóle to chyba tylko dlatego nie wyrzucili mnie z matka z kina (WRZOS) bo nikogo nie było na sali. Tyle się dowiedziałem od starszej że bilety dostała od zakładu pracy i miała rozdzielić miedzy podwładnych ale nad Godzille przedkładali walenie "goudy" Ale nic. Tropię tą Godzille i sprawdzam po kolei każdą część. Nie bez dużej przyjemności. Choć moje otoczenie wyraźnie się rozwarstwiło. Są ci co uważają że nie warto komentować ale po wzroku widzę troskę, że zaśmiecam sobie mózg i narkoentuzjaści z przenośnymi pamięciami USB czekającymi żeby się wpiąć i zassać. Ale już od pierwszej klatki kolejnej Godzilli zatracam ciało i jestem tym filmem. Duzo to mi się nie chce o tym pisać. Tylko tyle że sporo energii tracę żeby śmiać się "na japończyka" a jedno spojrzenie Kinga Seasar'a.... a jak uszy postawi... nie, nie mogę więcej pisać bo są to rzeczy zbyt intymne. Dlatego C.D.N