Piotruś

Czas akcji: dzisiejsze przedpołudnie.
Miejsce akcji: sala do ping-ponga mieszcząca się w obiekcie sportowym naszej szkoły.
Bohaterzy: między innymi ja. Nie przewidując dalszego przebiegu wydarzeń poszedłem dziś na w.f. Gdym posiadał moc jasnowidzenia możliwe, że szedłbym na ten w.f. jeszcze szybciej i to popędzając pozostałych. Gdy pojawiliśmy się już na miejscu zdezorientowani brakiem konkretnych poleceń przełożonych już kierowaliśmy swe kroki w stronę siłki mając już nadzieję, że poprzerzucamy trochę złomu i na tym nasz w.f. się zakończy. Taką nadzieję żywiłem szczególnie ja i mój kolega Maciuś, bo jak wiadomo w siłkę lubimy grać najbardziej. Inny wariant przewidywał mecz piłki nożnej. Bramkarz ze mnie nie zgorszy. Wszystko jednak potoczyło się wbrew naszym nawet najbardziej pesymistycznych oczekiwań. Co jak zobaczyliśmy później okazało się wcale bardzo dobrym przynajmniej dla mnie świątecznym podarunkiem (osobiście centralnie pierdole jakieś śmieszne Walentynki, nie bież ostatniej frazy dosłownie, chodzi mi o to, że zdarzył się jakiś niefortunny zbieg okoliczności i na znak swojej postawy nie wyśle do małżonki żadnych to ale żadnych życzeń). Zebrano nas więc na sali ping-ponga, instruktor przyniósł kaftan bezpieczeństwa i określił temat zajęć, a mianowicie obezwładnianie osoby za pomocą tego właśnie środka przymusu bezpośredniego. Oczywiście udzielił nam instruktarzu na wybranym pozorancie i sami przystąpiliśmy do ćwiczeń. Robiliśmy to w grupach po 5 osób. Uczestniczyłem w jednej z takich pozoracji przy krępowani rzeczonego już Maciusia. Chłopak jak w którymś momencie westchnął to pourywały się węzły na plecach. Itd., itd. do momentu aż wykładowca nie powiedział, że teraz wszystkie dziewczyny (było ich 6) obezwładniają teraz mnie albo naszego dowódcę plutonu. Wstałem i spytałem Arkadiusza czy zamierza wyjść, ponieważ hierarchia i wiek nakazują ustąpić mi przełożonemu, ale kurwa całym swoim jestestwem w duchu pragnąłem to ja iść, pragnąłem aby zrezygnował, żeby mu się po prostu nie chciało. I...uf... i nie chciało mu się, albo po prostu się wstydził. Chuj to już mnie nie obchodzi. I stanąłem przed nimi, sześcioma rządnymi krwi Walkirami. Po ich spojrzeniach wiedziałem, że kupiłem bilet tylko w jedną stronę. Kiedy one przygotowywały kaftan, nie porozumiewając się słowami, nawet nie niewerbalnie, tylko jakoś intuicyjnie, instynktownie porozumiewając się między sobą przygotowywały atak, przygotowywałem się sam obserwując je rozgrzewając barki, szyje i nadgarstki. Wiedziałem w czym rzecz i jak atakuje rozwścieczona bestia. Zaczęły mnie osaczać. Niestety ze względy na ograniczone pole walki udało im się w końcu dopaść ze wszystkich stron. Nawet najlepiej wytrenowany i doświadczony ninja musiałby ulec. Zostałem sprowadzony do parteru. Zaczęły się najpiękniejsze, jak do tej pory, moje chwile spędzone w tej szkole. Miałem je wszędzie: pod sobą, na sobie, z każdego boku, na szyi na nogach. Kurwa najpiękniejszy przekładaniec jakiego kiedykolwiek mógłbym w życiu doświadczyć. Miałem robione wszystko: zgniataną krtań, wykręcane i łamane palce i stawy łokciowe, byłem kopany, bity, miażdżono mi klatkę piersiową, nawet poniewierany...no kurwa wszystko, cały wachlarz sposobów na które można zniszczyć fizycznie człowieka. walczyłem, nie sprzedawałem skóry tak łatwo. Efekty było widać: powoli słabły, ja zresztą też. Wskutek wysiłku uwalniały się nieprzeliczone ilości energii. W pewnym momencie byłem rozgrzany jak parowóz, a i moc we mnie wstąpiła podobna. Temperatura rosła!!! Wiem, że pisząc do Ciebie nie rozmawiam z laikiem. Wiem doskonale, że wiesz jak potrafi grzać baba, nawet dwie baby, ALE ICH KURWA BYŁO SZEŚĆ!!! Wyobrażasz sobie ile to energii? Ile potrafi zagrzać na raz sześć bab?!!! Ile to jest kurwa mocy?!!! One jednak słabły, ja byłem sam, więc posługiwałem się podstępem. Lało się ze mnie, miałem sine usta, czerwoną twarz, ale brałem górę. Wraz z tym jak odchodziły je siły wzrastała ich zaciekłość i upór. Baby to nie chłopy-walczą nie do pierwszej krwi, tylko do momentu aż wszystkich nie wyniosą. Jatka. Paru gości o słabszych nerwach musiało wyjść. Kiedy już widziałem ciemne plamy przed oczyma zaświtała myśl, że przecież to jest jak wrestling z "Człowieka z księżyca", a nawet więcej, bo to było na żywo, ja w tym uczestniczyłem, miałem do czynienia z liczbą mnoga bestii, więc chciałem wyjść ponad fabułę, zresztą bardzo dobrego filmu i wykreować ten wątek we właściwy sobie unikatowy sposób. Kurwa dostałem białego szału bitewnego berserkera. Robiłem z nimi na sobie fikołki, przetaczałem się razem z nimi, wstawałem i potrząsałem. opadały jak dojrzałe śliwki. Poczułem kwintesencje szowinizmu-musiały ustąpić. Było PIĘKNIE. Nie mów nic Majce. Cała historia skończyła się tak, że sam zacząłem się ubierać w kaftan, a one widząc taką moją wole posłusznie skrępowały mnie do reszty...

poprzedni nastepny