R
,1.
Przyczyna
Pavellos Ceppelinii
Leżał przy oknie z twarzą zwróconą na wschód ,tak wynikałoby z obserwacji
porannych języków słońca liżących twarz młodego buntownika. Oddychał
wolno lecz jeszcze samodzielnie , upojony wczorajszym triumfem uporu
nad niemocą , i w tym momencie zaczął poruszać ustami jak sum przy szybie
akwarium , wdychając zawiesinę gęstego dymu wraz z rosom wódki , a raczej
jej wczorajszych oparów pomieszanych z zapachem wyszukanych perfum ,
co jednak w żaden sposób nie mogło pomóc powietrzu . Zapewne miał kaca
lub przez sen łaknął dogryźć sukces na który tak długo czekał .
Przyglądanie mu się sprawiało mi przyjemność , jaką daje burzenie czy
budowanie, dawanie i odbieranie sądzenie i nagradzanie , słowem władza
.Choć czasami wydawało mi się ze już po dzieciaku ,tak zwykłem nazywać
Go pieszczotliwie ze względu na jego dar chaotycznych i zupełnie nieprzewidywalnych
reakcji w których ja się gubiłem ,co jednak podnosiło stawkę gry w której
bądź co bądź ja kości rzucam ,i musze przyznać że kilka patów dostałem.
Zapewne gra trwać będzie nadal .
Gra zaczęła się na dobre kilka dziesiątek lat temu w październikowy
zimny wieczór w starej dzielnicy wyznawców moje Pana . spoglądałem z
ratusza na postaci chowające się za szerokimi kołnierzami mocno przepasanymi
paskami spinającymi poły szerokich trencz ,gdzieniegdzie kobiece cienie
w buta z koturny na styl non airon stukając po kocich łbach ,pamiętam
że zastanowiło mnie dlaczego ludzie nazwali te garby kocimi ,ale przestałem
się zastanawiać nad tym tak szybko jak dym z fajki z którą staram się
nie rozstawać.
Pamiętam że z wierzy przesiadłem się na parapet okna raczej podłej knajpki
, bywam w bardziej kameralnych można by rzec . Okna stały otworem jak
serce misjonarki , z szeroko rozwartymi okiennicami z brudnymi szybami
w stalowych ramach mocno nadżartymi przez ząb czasu. I to wszystko kiedy
już miałem brać kopyta z pas .Za szybą panował półmrok rozjaśniony blaskiem
leniwie migotających świec oświetlając połówki twarzy czasem tylko serce
. Ale ja zawsze czytam z tej ciemniejszej strony ,nie dlatego bym lubował
się ciemną stroną ludzkich dusz , ,tylko dlatego że to co zakryte zawsze
kryje cos nieznanego , człowiek zawsze chowa to co najcenniejsze w czeluści
duszy , cos bez czego życie zwłaszcza ludzkie traci sens ,a ja staram
się nadawać mu sens niejako , z urzędu .
Wpatrując się w jednego jegomościa tak mnie zaintrygował że przysiadłem
się tuż obok niego , usiadłem na szerokiej dębowej ławie , wyjąłem z
kubraka fajkę , resztki tytoniu wyskrobałem paznokciem i kilkoma energicznymi
ruchami stukając w obcas opróżniłem zawartości fajki . Ów jegomość na
pozór był zwykłym młodym człowiekiem , sylwetkę miał raczej silnej budowy
, długie silne ramiona uzbrojone w dłonie o niespotykanych rozmiarach
, to one tak bardzo rzucały się w oczy , ogólnie sama charakterystyka
ich skłaniała do przypuszczeń o wielkiej pracowitości ich właściciela
, i miałem rację , z resztą jak później miałem się o tym przekonać .
mimo dość młodego wieku , co można było wyczytać z twarzy , która osadzona
na mocnym karku , przykryta szpakowatą czupryna starannie jednak utrzymana
, gdzieniegdzie tylko można było dostrzec kilka pojedynczych sreber
, durze oczy o sokolim wzroku wodziły bez przyczyn , to na bar , to
na towarzystwo rozbawionych panien w mocno upiętych kokach jak Bardotka
. Lecz zawsze gdy jego wzrok dosięgną celu , patrzył jakby zza ugła
, jakby rzec można było. Twarz miał ogoloną , czoło przecięte poźiomymi
bruzdami , od środka czoła grubsze , zawijały się lekkim łukiem na skroniach
, tam z kolei przechodziły w
|