Kolekcjoner Miłości

R . 2 .

Cel

O ile świadomości kilkuletniego dziecka nie może być precyzyjna to wrażenia wówczas przeżyte dadzą obraz, przyczyny, celu, i w efekcie skutku, na taka myśl wpadłem pewnego jesiennego wieczoru siedząc na bulwarze pewnej przepięknej Europejskiej Rzeki, choć wielokrotnie nachodziły mnie tego typu sentencje to ni jak nie potrafiłem wcielić ich w życiu, są i był jak wstążka do bukietu, któremu nadaje wyrazu, a ja wciąż czułem się jak bukiet, lecz polnych kwiatów, bez wyrazu, bez celu, choć czułem przez cale życie, że jednak wiązanka z takich kwiatów ma jakiś cel i komuś można było ja wręczyć, i kogoś sprawiłaby przyjemność, i sprawiła zapewne nie jeden raz, lecz żywotność bukietu była krótka , nie zawsze , odpowiednia , a na pewno naszpikowana cierniami , które cięły niemiłosiernie wokoło a najbardziej mnie . Za każdym razem, kiedy usuwałem jeden cierń, na jego miejsce wyrastały następne, zastanawiam się czy nie jestem raczej ostem, w którego wplątały się zabłąkane, bukiety, kwiatki kwiatuszki, bratki, róże, niezapominajki, myśląc tego typu porównaniami, pomyślałem, że gdyby na moim grobie takie by się znalazły to było by miło. Mimo to będąc w towarzystwie takich myśli, przez twarz przebiegł mi promyk nadziei powodując wzrost adrenaliny, oblewając mnie zimnym potem to uczuciem gorąca rozchodzącym się od brzuch aż do gardła powodując bezdech, w połączeniu z łkaniem odcinało dopływ krwi do mózgu i chwilową utratę świadomości, lecz w tej samej chwili, gdy zaczynałem myśleć o drodze, jaka już udał mi się przebyć i o tym ze ciernie są w życiu potrzebne, ze są jak znaki, drogowskazy, to wtedy zaczynałem oddychać pełna piersią, łapczywie wdychając mroźne powietrze, a mięśnie zbierały się do walki, i gdy wzmogłem się by wstać i pobiec gdzieś przed siebie i dokonać jakiegoś cudu , zapisać się na karcie historii, zasłużyć się , lecz przed końcem egzaltacji , powracało uczucie niemocy , ściskając gardło niczym lew ofiarę, a ja poddawałem się bez oporu, czekając na utratę świadomości , i ta bez końca , pomyślałem że prędzej zamarznę tutaj niż wydarzy się cud i spełni się marzenie ludzkości i uwolni się ode mnie na zawsze .
Przepijając ściśnięte gardło prosto z butelki tanie wino o nieokreślonym smaku, co i tak nie miało znaczenia, spoglądałem na zegarek śledząc sekundnik i zastanawiałem się ile ich jeszcze pozostało?, i tak naprawdę czułem że tak naprawdę to żal mi tylko tego złotego zegarka , i pomyślałem o nim jak o przyjacielu , to oczywiście musiało być głupie , choć czułem że ma to sens , po pierwsze był ze mną przez całe życie , odkąd pamiętam , był w doli i w niedoli , czego w żadnym wypadku nie mogłem powiedzieć o żadnym z ludzi którzy przewijali się przez życie , po drugie nigdy mnie nie zawodził stał przymnie jak rycerz w złotej zbroi, sekundnik niczym miecz dawał poczucie upływ czasu , i gdyby poczucie upływu czasu zanikło , to walka o życie nie miało by najmniejszego sensu , i tak nie miało .

<< str 5>>